26
Maj
2017

Monografia.Oświęcim miasto pogranicza

Perełki Monografii.

Muzeum Zamek w Oświęcimiu w 2018 roku planuje wydać monografię miasta Oświęcimia. Redaktorzy (dr hab. Bożena Czwojdrak, dr hab. Piotr Węcowski, dr hab. Kazimierz Miroszewski) zaznaczają już co ciekawsze zapiski odnajdywane na kartach źródeł archiwalnych. Zamierzamy Państwu co jakiś czas przedstawiać jedne z ciekawszych „perełek” tworzącej się monografii. Z pewnością zachęci to Państwa do zapoznania się w przyszłości z całą publikacją.

Tym razem O ucieczce króla Henryka Walezego z Polski – fragment z pracy dr hab. Marka Ferenca z Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

   Stosunkowo spokojnie przebiegało na interesujących nas terenach bezkrólewie po śmierci Zygmunta Augusta. Przedstawiciele szlachty oświęcimskiej i zatorskiej, podsędek zatorski Sebastian Pisarzowski oraz podstarości Jakub Palczowski brali udział w obradującym pod węzłem konfederacji zjeździe szlachty krakowskiej i sandomierskiej w Wiślicy w grudniu 1572 r. Odbył się również w marcu 1573 r. sejmik w Zatorze naznaczony przez konfederację warszawską. Ostatecznie nowym władcą został wybrany królewicz francuski Henryk Walezy. Jego związki z ziemią oświęcimską były dość nietypowe. Po śmierci brata Karola IX, postanowił wrócić do ojczyzny, aby tam objąć dziedziczny tron. Nocą z 18 na 19 czerwca 1574 r. z czterema tylko francuskimi dworzanami, wymknął się z Wawelu i ruszył rozstawnymi końmi na zachód. O świcie przybył do Zatora, gdzie na chwilę się zatrzymano. Następnie Henryk ze swoim skromnym orszakiem dotarł do Oświęcimia. Tutaj dołączyli do niego spóźnieni Guy de Faur de Pibrac oraz René de Villequier, którzy za Krakowem mieli czekać z przewodnikami i tłumaczami, ale się zgubili. Z Oświęcimia Walezy ruszył w kierunku Śląska, przeprawiając się przez graniczną Wisłę mostem, zapewne we wsi Zabrzeg (koło Babic). Gdy był już na drugim brzegu jego dworzanie porąbali most, wrzucając belki do wody. W tym samym czasie z drugiej strony do miasta wjechał ścigający króla podkomorzy krakowski Jan Tęczyński, który zmuszony do zmiany koni zatrzymał się i zawiadomił o całym zdarzeniu starostę oświęcimskiego. Ten pobiegł pieszo na skróty i zobaczywszy króla już na Śląsku, za Wisłą, zrzucił ubranie i wskoczył do rzeki. Jednocześnie zaczął wołać do monarchy po łacinie. Henryk jednak nie zatrzymał się, tylko rozbawiony widokiem nagiego starosty, pojechał dalej. Tęczyński dognał go dopiero przed Pszczyną, ale mimo próśb nie zatrzymał króla. Uzyskał jedynie zapewnienie Walezego, że z polskiego tronu nie rezygnuje, ale musi pojechać do Francji i po unormowaniu sytuacji, wróci do Polski. Okazało się, że były to tylko puste obietnice. Wyruszając z Oświęcimia monarcha wysłał przodem Pibraca z częścią ludzi i sprzętami. Dworzanin ponownie zabłądził i w jakimś lesie został napadnięty oraz obrabowany przez wieśniaków. Obszarpany i brudny dostał się do Zatora, gdzie panowie polscy jadący w ślad za Tęczyńskim za królem, zajęli się nim, nakarmili i ubrali, a następnie zawieźli do Krakowa, skąd odjechał do Francji.(…)

O dzwonnicy kościelnej - fragment z pracy dr Mariusza Trąby z Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie.

   Przykładem jak wiele wysiłku wymagała rozbudowa oraz troska o właściwy stan budynku kościoła może być historia budowy murowanej wieży kościelnej. Kolejne pożary pokazywały, że murowany kościół bronił się przed ogniem, czego nie można było powiedzieć o drewnianym dachu czy zbudowanej także z drewna jego wieży. Wobec tego ks. A. Knycz na posiedzeniu komitetu kościelnego 13 listopada 1869 roku wystąpił z wnioskiem, aby „przy oświęcimskim kościele, który jest bez wieży, aby taką wystawić motywując swój ostatni wniosek następującymi przyczynami: a) iż teraźniejsza, tymczasowa drewniana dzwonnica, dla ciężaru dzwonów i częstego dzwonienia długo wytrzymać nie może, iż łatwo by wypadek mógł nastąpić iżby który dzwon zpaść mógł i nieszczęścia narobić, b) dzwonnica tymczasowa stoi obok szkoły miejskiej, a przy tak licznej parafii, jak oświęcimska bardzo często podczas pogrzebów dzwonienia, pod czas którego, jak się sam wnioskujący przekonał, prezydując podczas popisów publicznych z młodzieżą szkolną, iż pod czas każdorazowego dzwonienia wszelka nauka zawieszoną być musi dopóki dzwonienie nie ucichnie, zatem nauka szkolna wielce na tem cierpi, na ostatek c) jest to dyshonorem dla parafii oświęcimskiej, aby będąc tak liczną, bo aż z 15 gmin się składającej żadnej wieży nie posiadał, która przecież ozdobą kościoła i całej okolicy by była. I to nareszcie dodaje wnioskodawca, iż dzwonnica teraźniejsza jest za niska, po jednej stronie kościoła, i to po tej, która jest przeciwną całemu miastu, zatem dzwonienia do kościoła mało kto słyszy na mieście”. Członkowie komitetu jednogłośnie wniosek poparli i upoważnili Jana Kantego Kohna, przewodniczącego komitetu kościelnego, aby „się dalszymi drogami zajął do doprowadzenia do skutku wystawienia tejże wieży, przede wszystkim aby z władzami wyższemi się porozumiał, czy na dzisiejszych murach, które już do piętra wyniesion, dalsze mury prowadzone być mogą – zwłaszcza, iż przez ostatni pożar może nadwyrężone być mogą”. Po uzyskaniu zgody władz cyrkularnych rozpoczęto budowę. Siedem lat później, 28 października 1877, przeniesiono dzwony z prowizorycznej, drewnianej dzwonnicy na murowaną wieżę kościoła. Cały koszt wymurowania wieży wyniósł 13 000 złr. Ciężar dzwonów spowodował pęknięcia sklepienia kościoła, wprawdzie jak zanotował proboszcz w kronice „nieszkodliwie”, jednak wierni odnieśli się negatywnie do całej inwestycji. Proboszcz skomentował jedynie: „liberały aby zniechęcić lud do kościoła straszyli zwaleniem, lecz liberalne głosy nie poszły pod niebiosy”. (…)

O ulicy Długiej - fragment z pracy dr Doroty Żurek z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

   Niewiele wiadomo na temat kształtowania się sieci ulicznej, nawet nazwy ulic pojawiają się sporadycznie i w odniesieniu do zaledwie kilku odcinków. Pierwszą ulicę, Długą, odnotowano w 1405 r., biegła w sąsiedztwie klasztoru, a określono ją wówczas jako „plateas via publica regilibus civitatis nostra”. To najwcześniej i najczęściej wzmiankowana ulica oświęcimska, która wychodziła z południowo-zachodniego narożnika rynku w kierunku Kęt, a na przedmieściu przechodziła w drogę publiczną. Najpewniej jeszcze w początkach XV w. mianem ulicy określano tylko niewielki jej odcinek prowadzący z miasta, a już w okolicach ogrodów klasztornych i nieruchomości wójtowskich nazywano ją drogą publiczną. Sytuacja uległa zmianie w kolejnym wieku, kiedy nazwa ulicy została rozciągnięta na cały ten obszar, wobec czego wybiegająca z narożnika rynkowego ulica Długa pozostawała pod tą samą nazwą także poza murami, na obszarze przedmiejskim. Zapewne miało to związek ze wzrostem liczby budynków mieszkalnych przy niej położonych. Drugą znaną z nazwy ulicą była ulica Chrzanowska, widniejąca na szkicowej mapce terenów Broszkowic. Znajdowała się ona na przedmieściu. Trudno wskazać, skąd brała swój początek, prowadziła natomiast na północ w kierunku folwarku klucznikowskiego i dalej przez most na Wiśle w Bobrku wiodła drogą w kierunku Chrzanowa.(…)